|
Ks. prałat Ryszard Mroziuk Wiele było spotkań różnych grup pielgrzymów z Dortmundu z Papieżem Janem Pawłem II, dzisiaj już Sługą Bożym. Każde z nich pozostawiło inne, niezatarte wspomnienie. Każdy z uczestników pielgrzymki opowiadał później swoje wrażenia i każdy zwracał uwagę na inny szczegół spotkania, na różnorodność wypowiedzi Papieża, na Jego styl, postawę i słowa Papieża. Opowiadania i wrażenia uzupełniały się zazwyczaj w wypowiedziach uczestników tych audiencji u Ojca Świętego Jana Pawła II.
Bardzo głęboko utkwiły mi w świadomości i pamięci słowa naszego Wielkiego
Rodaka, które skierował do mnie osobiście, gdy przedstawiłem Mu naszą grupę z PMK w Dortmundzie "Ojcze Święty, to jest grupa rodaków z Dortmundu, a te dzieci ubrane w piękne polskie stroje folklorystyczne to dzieci naszego zespołu tanecznego Polskie Kwiaty” (obecnie ten zespół nosi nazwę Wisełka). Ojciec Święty podchodząc do dzieci z naszej grupy i patrząc na mnie niespodziewanie zapytał mnie „Co robią tam Polacy w Niemczech?”. Błyskawicznie spojrzałem na dzieci. Mój wzrok padł na 11 letnią dziewczynkę Ayle, która stała z przodu grupy. I ona stała się inspiracja do odpowiedzi Papieżowi. Odpowiedziałem więc szybko „Ojcze Święty to jest Ayla. Jej babcia jest Polką i w 1941roku przymusowo została zabrana do pracy fizycznej w Niemczech. Mama Ayli urodziła się już w Niemczech, gdzie jej rodzice po wojnie zostali na zawsze. Wyszła za mąż za Turka”. Papież odpowiedział krótko „aha” i podszedł do dzieci. Pogłaskał je po główkach i pobłogosławił, czyniąc znak krzyża. Później odwrócił się, aby fotograf mógł zrobić pamiątkowe zdjęcie. Uważałem, że ta odpowiedź wystarczyła Ojcu Świętemu.
Obok nas stała grupa górali w regionalnych strojach ze swoja orkiestrą.
Pamiętam bardzo dobrze moją pierwszą prywatną audiencje u Papieża. Ojciec Święty stał w sali Klementyńskiej, a my podchodziliśmy do kolejno, „gęsiego” aby uścisnąć Mu dłoń. Chciałem wówczas coś Papieżowi powiedzieć naszej grupie z Dortmundu, ale... wtedy nie wyrzekłem ani słowa, bo miałem ściśnięte gardło. Ucałowałem jedynie Jego dłoń. Fotograf papieski utrwalił ten moment na fotografii, ale mocniej został to utrwalone w moim sercu. Pamiętam, że biło mi ono wtedy bardzo szybko. Wieczorem nie mogłem zasnąć. Z zamkniętymi oczami wspominałem jeszcze raz wszystko, co się wydarzyło. To niezapomniane przeżycie, trudne nawet do opisania.
Dostąpiłem także spotkania z Papieżem w Castel Gandolfo. Plac papieski pałacu był szczególnie wypełniony pielgrzymami. Ojciec Święty wówczas sam wyczytywał listę grup uczestniczących w tej audiencji. Gdy powitał naszą grupę powiedział „Witam grupę pielgrzymów z Polskiej Misji Katolickiej w Dortmundzie”. Wszyscy wykrzyknęliśmy spontanicznie „Hurrrra”. Ojciec Święty spojrzał z góry na nas i niespodziewanie zapytał "No i co warto było przyjechać?". Tego pytania nikt z nas się nie spodziewał, no i też prawie nikt nie odpowiedział. Byliśmy jak sparaliżowani. Nastała chwila ciszy. Później żałowaliśmy, że nikt z nas przytomnie nie odpowiedział. Ta chwila wydawała nam się bardzo długa. Ojciec Święty jakby oczekiwał odpowiedzi, ale jako, że jej nie było kontynuował prezentacje grup pielgrzymów.
Kolejne spotkanie miało miejsce 6 stycznia 1995 w uroczystość Trzech Króli. Wszyscy oczekiwaliśmy w sali Klementyńskiej na przybycie Papieża. Wszedł bardzo powoli. Widać że chodzenie sprawia Mu trudność. W ręku trzymał laskę, którą się podpierał. Uśmiechał się i bardzo szybko rozładował napięcie mówiąc "Mówią, że mam chore nogi, ale głowę mam jeszcze bardzo dobrą." Wśród uczestników audiencji wybuchł śmiech i nastała rodzinna atmosfera. Gdy Ojciec Święty usiadł na przygotowanym fotelu przemówił do nas serdecznie, a potem podszedł do każdego. Obecny był wówczas także ks. doc. dr hab. Jan Choroszy z Francji (polski kapłan), który do Rzymu przybył na zaproszenie ks. Biskupa Ciska. Ksiądz Choroszy chciał ofiarować Ojcu Świętemu kilka książek własnego autorstwa. Gdy Papież stał niedaleko, otoczony księżmi, popchnąłem w plecy księdza Choroszego mówiąc „Startuj teraz”. Podszedł prosto do Ojca Świętego ze swoimi 5 książkami. Papież odebrał i przekazał swemu sekretarzowi po czym zrobił "przechadzkę” po sali. Wszyscy mieliśmy wówczas okazję podejść do Niego, wymienić kilka słów i otrzymać błogosławieństwo. Miałem świadomość, przebywania blisko kogoś Wielkiego, blisko Ojca. To było niesamowite. Wówczas nie miałem zapewne tej świadomości, ale dziś potwierdzam fakt stania obok Proroka Boga, Widzialnej Głowy Kościoła, Najwyższego Zwierzchnika Kościoła Chrystusowego, Najwyższego Autorytetu Moralnego Współczesnego Świata. To wspomnienie pozostanie na zawsze w sercu i pamięci.
Gdy pielgrzymowaliśmy do Rzymu, to zawsze staraliśmy się uczestniczyć w każdej audiencji generalnej na Placu Św. Piotra lub w auli Pawła VI. Również nasz parafialny chór „Kamerton" pojechał do Rzymu aby zaśpiewać naszemu Ojcu Świętemu. Mogę powiedzieć, że spotkania z Papieżem zawsze były dla mnie głęboki religijnym
przeżyciem, pełnym radości i świadomości łączności całego Kościoła Powszechnego. Ludzie przybyli z różnych stron świata, posługujący się różnymi językami, i mający różne kolory skóry, ale połączeni wiarą w Chrystusa. No i On – Jan Paweł II, sługa Boga i ludzi, nasz rodak a obecnie Sługa Boży. Zobacz także: STRONA GŁÓWNA O NAS AKTUALNOŚCI SALON BIBLIOTEKA ARCHIWUM KSIĄŻKI LUDZIE MEDIA INSTYTUCJE POLONIA NAGRODY KONTAKT |