HISTORIA

                Na ratunek niemieckiej historii Polaków


W Hanowerze niszczeje bezcenne, niepoznane dotąd przez historyków, archiwum dotyczące kilku milionów Polaków. Zbiory są mocno zniszczone. Żeby je uratować, trzeba szybko znaleść 160 tysięcy euro

kraj_a_3-1.F.jpg
Ksiądz Stanisław Budyń chce uratować archiwalne dokumenty o Polakach, ale potrzebuje na to pieniędzy
MARCIN BIELECKI/GŁOS SZCZECIŃSKI
kraj_a_3-2.F.jpg












Archiwum znajduje się w siedzibie rektoratu Polskiej Misji Katolickiej w Hanowerze. W dwóch niewielkich pomieszczeniach zgromadzono dokumenty kilku milionów osób. Dotyczą one praktycznie wszystkich Polaków, którzy od 1944 roku przebywali w Niemczech - jeńców wojennych, robotników przymusowych. W tamtym czasie jedynymi osobami, które dokumentowały ich życie, byli polscy księża.

Archiwum się kruszy

W 1945 r. koniec wojny zastał w Niemczech blisko dwa miliony Polaków - jeńców, robotników, więźniów. Kiedy 762 kapłanów zostało zwolnionych z Dachau, zaczęli zakładać parafie i polskie ośrodki. Powstało ich tysiąc.

- Mamy miliony nazwisk, całą masę danych, akty chrztów, ślubów, dokumenty świadków. Czy to pożyteczna wiedza? Bardzo, kiedy ktoś chce zawrzeć związek małżeński, potrzebuje metryki, renty w Polsce albo szuka swoich rodziców. To ważny kawałek historii Polski - mówi ksiądz Stanisław Budyń, rektor Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech, opiekun archiwum.

Archiwum to potężny zestaw danych o pochówkach i wojennych grobach Polaków. Są w nim informacje o nieistniejących już cmentarzach.

Zasoby archiwum do tej pory nie były badane przez historyków. Tymczasem dokumenty się rozsypują. I nie ma duplikatów.

-Papier się kruszy. Jeśli tego nie zabezpieczymy, to w ciągu paru lat archiwum się rozsypie - mówi ksiądz Budyń.

Żeby uratować dokumenty, trzeba je najpierw zakonserwować, apotem skopiować do komputerów. Taka operacja nie tylko uratuje archiwum, ale także ułatwi udzielanie informacji o losach Polaków. Dopiero wtedy archiwum może być cennym źródłem informacji dla historyków. -Mamy 180 metrów bieżących akt. Częściowo udało nam się je uporządkować. Ale i tak znalezienie konkretnego nazwiska wymaga długiego czasu. Tylko w jednym pokoju mamy od trzech do czterech milionów nazwisk - ocenia ksiądz.

Na operację ratowania archiwum potrzeba 160 tys. euro. A tych ksiądz Budyń nie ma.

Prezydent da pieniądze

Ksiądz Budyń przez cztery lata starał się o fundusze na uratowanie archiwum. Bez skutku.

Ale w ubiegłym roku sprawą zainteresowała się Kancelaria Prezydenta RP, a także wicemarszałek Senatu Maciej Płażyński. Przypadkiem. Wicemarszałek i urzędnicy Kancelarii pojechali do Hanoweru, gdy "Rz" opisała bezimienne mogiły powstańców warszawskich rozrzucone po Niemczech. Po spotkaniu z księdzem Budyniem zadeklarowali, że pomogą znaleźć pieniądze na ratowanie dokumentów.

Ale sprawę do dziś trudno ruszyć z miejsca. Powód? Niemieckie przepisy kościelne utrudniają dostęp do dokumentów kościelnych. Nie wiadomo, czy z zakonserwowanych dokumentów będą mogli korzystać polscy historycy.

Ksiądz Budyń w rozmowie z "Rz" deklaruje: -Jeśli tylko się da -oczywiście nie łamiąc prawa -będziemy udostępniali archiwum. Chciałbym zawartość dokumentów wydawać systematycznie w zeszytach, nadać temu charakter naukowy. Przecież zawierają mnóstwo informacji z życia Polaków: z czego się utrzymywali, jak mieszkali. Można by znaleźć uczelnię, która zajęłaby się analizą.

Kancelaria Prezydenta RP zapewnia, że bez względu na przepisy i tak pomoże księdzu. - Właśnie piszę do księdza Budynia. Pieniądze znajdą się w naszym budżecie -zapowiada minister Lena Dąbkowska-Cichocka z Kancelarii Prezydenta. - Będziemy chcieli podpisać z księdzem jakiś rodzaj porozumienia czy listu intencyjnego w sprawie korzystania z archiwumw przyszłości. O dodatkowe pieniądze poprosimy ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

Maciej Płażyński: - Chcę poszukać pieniędzy w Senacie. To ważne archiwum. A Senat ma pieniądze na działalność Polonii, więc będę się starał, żeby środki na to się znalazły.

Nie wiadomo, czy Kancelaria Prezydenta i Senat uzbierają całą potrzebną kwotę, czyli 160 tys. euro.

Relacja o archiwum w Hanowerze i Polskiej Misji Katolickiej w sobotę w głównym wydaniu "Wiadomości " TVP.

MICHAŁ STANKIEWICZ


Czym się zajmuje w Niemczech Polska Misja Katolicka

Polska Misja Katolicka działa w Niemczech od 1975 r., ale polskie duchowieństwo jest tam obecne od XIX w. W 1945 r. na terenie Niemiec przebywały blisko dwa miliony deportowanych Polaków i działało tysiąc tymczasowych polskich "parafii". Polskie duszpasterstwo szybko uzyskało niezależność od Kościoła niemieckiego, a papież powołał polskiego ordynariusza. W 1975 r. utraciło samodzielność i przeszło pod jurysdykcję niemieckiego episkopatu. W Niemczech działa 66 placówek Polskiej Misji Katolickiej. Ich pracę koordynuje rektorat w Hanowerze, który jest łącznikiem między polskim i niemieckim episkopatem.

STRONA GŁÓWNA  O NAS  AKTUALNOŚCI  SALON  BIBLIOTEKA  ARCHIWUM  KSIĄŻKI  LUDZIE  MEDIA  INSTYTUCJE  POLONIA  NAGRODY  KONTAKT