|
Arlt Judith Elisabeth z domu Büsser
Urodzona 4.10.1957 r. w Liestal (Szwajcaria), autorka, tłumaczka, krytyk literacki.
Absolwentka slawistyki na Uniwersytecie w Bazylei (1978-1986). Staż naukowy z wymiany
studenckiej na Uniwersytecie Warszawskim - specjalizacja literatura współczesna
(1983-1985). Studia doktoranckie u prof. Rolfa Fiegutha na Uniwersytecie we Fryburgu
(Szwajcaria) ( 1987-1995). Rozprawa doktorska: Tadeusz Konwickis, Prosawerk von Rojsty bis
Bohiń, Berna: Peter Lang Verlag 1997 ( w serii "Slavica Helvetica", t. 55).
Praca w wydawnictwie i jako kierowniczka księgarni slawistycznej w Bazylei (1986-1992),
inicjatorka założenia w Warszawie "Mediateki Szwajcarskiej" (1993), Od 1994
mieszka w Berlinie, pracuje jako niezależna autorka, tłumaczka i krytyk literacki. W
1995 r. przebywała pół roku w Birmingham w Anglii, w 1996 r. - trzy miesiące w
Brukseli w Belgii. Liczne podróże do Chin.
Członek szwajcarskiego stowarzyszenia pisarzy "Gruppe Olten", który od 2003 r.
istnieje pod nazwą " Autorinnen und Autoren der Schweiz" (od 1994),
berlińskiego stowarzyszenia kobiet piszących "Literatur Frauen e.V." (od
1999).
Laureatka pierwszej nagrody w konkursie literackim Bazylea dla debiutu literackiegi Wera R
(1992), stypendium szwajcarskiego kantonu Basel-Landschaft (1993, 1995).
Twórczość: debiut literacki Wera R, Basel: Lenos Verlag 1993; Mój Konwicki, Kraków:
Universitas 2002 (zbiór esejów z okazji 75-lecia T. Konwickiego); Kobiety w twórczości
Tadeusza Konwickiego, w: Kobiety w literaturze, Bydgoszcz: WSP 1999, s. 163-174; Nocne
czuwanie przy zmarłych. O "Wniebowstąpieniu Tadeusza Konwickiego, w: Oniryczne
tematy i konwencje w literaturze polskiej XX wieku, Toruń: UMK 1999, s. 237-244:
Chłopiec z prowincji w "Małej apokalipsie" T. Konwickiego, w: tematy i
pryzmaty. Studia o prozie polskiej XX w., pod red. A. Brodzkiej i Z. Zietka, Wrocław:
Ossolineum 2000, s. 115-124; Córki Karnowskiego, w: Krytyka feministyczna. Siostra teorii
i historii literatury. Praca zbiorowa pod red. Grażyny Borkowskiej i Liliany Sikorskiej.
Warszawa, IBL 2000, s. 300-308; Lina Bögli, czyli Szwajcarka w drodze, w: Człowiek w
drodze, tom II: Między tekstem a osobą, pod red. i ze wstępem Lidii Wiśniewskiej.
Bydgoszcz, Akademia Bydgoska 2000, s. 131-152; Jestem przedłużeniem Johannessa (O
wschodniopruskiej trylogii Marka Jastrzębca-Mosakowskiego), w: Między słowem, a
ciałem, pod red. L. Wiśniewskiej, Bydgoszcz: Akademia Bydgoska 2001, s. 194-211;
Publikacje w czasopismach naukowych i popularnonaukowych: O Noblu dla Szymborskiej w
Niemczech i Szwajcarii, "Polonistyka" ( Poznań) 1997, nr 8, s. 461-465; Olga
Tokarczuk. Zapiski z Ziemi Kłodzkiej, "Kurier Berliński" 1999, nr 25; Koniec
polskiego wieku XX. Tymon Terlecki 1905-2000, "Kurier Berliński" 2000, nr 41;
Jak tłumaczyć "Boli mnie głowa"? Zapiski na marginesie polsko-niemieckiego
porozumienia, "Tytuł" (Gdańsk) 2000, nr 20, s. 123-138 oraz liczne teksty
literackie w: "WIR" ( Berlin), "Fraza" (Rzeszów), "Opcje"
(Katowice), "Pogranicza" ( Szczecin), cykl felietonów literackich w
"Frazie" pt. "Pocztówka z Berlina" ( od 1999-)
Informacje: J. Arlt, Berlin, 2002 r..
Pocztówka tym razem znad Morza
od Judith Arlt
Kochani!
Urlop letni spędziliśmy, jak to już od paru lat, wesoło na rowerach.
W tym roku nad Bałtykiem. Zjechaliśmy całe wybrzeże polskie. Zaczynając w Elblągu
(dojazd pociągiem z Berlina, przesiadka w Szczecinie - czyli: dźwigać rowery z
ciężkim bagażem po stromych schodach najpierw do góry a potem na dół w celu
przedostania się na właściwy peron - takie to przywitanie) przez Frombork (mój
Najdroższy koniecznie musiał kłaniać się Kopernikowi), Krynicę Morską, Gdańsk
(wizyta u najlepszych przyjaciół), poprzez Mierzeję Helską (diabelski wiatr) do
Rozewia, Jastrzębiej Góry (jestem kolekcjonerką superlatywów: najbardziej na północ
położony punkt Polski), a stamtąd wygodny zjazd w kierunku południowego zachodu aż do
Dziwnowa (dziwna nazwa), nawet troszeczkę dalej, dopiero w Międzywodziu ostry zakręt w
lewo i pełnią sił pędzimy do Wolina (podobno za czasów Wikingów najbogatsze miasto
na świecie), zaraz dalej (dziś tam niestety nawet hotelu nie ma) wracamy poprzez
Goleniów, Lubczynę, Czarną Łąkę i Dąbie, a wreszcie w wielkim strachu do Szczecina
(najpotworniejszy wjazd do miasta, walczymy po raz pierwszy i ostatni - to dopiero
superlatyw! - o nasze skromne życie na brudnych rowerach między tirami na przedmiejskiej
autostradzie).
A wszystko miało być zupełnie inaczej.
Chcieliśmy w tym roku jeździć po pięknej Francji i popijać sobie dobre winko. Z
Paryża pojechalibyśmy bocznymi drogami prosto na południe, w Sully (imponujący zamek,
historyczne miejsce dla Joanny d'Arc) dotarlibyśmy do Loary, a skręcając w prawo
dojechalibyśmy poprzez cudowną dolinę z tysiącami cudownych zamków i wykwintnych
winnic po dwóch tygodniach do Côte d'Amour, wylegiwalibyśmy się jeszcze parę dni w Le
Croisic na plaży nie kąpiąc się, bo woda po którejś tam już katastrofie (poza
wszelkimi superlatywami) śmiertelnie zatruta - i wracalibyśmy pociągiem, wygodnie, z
rowerami, do domu.
Ale w tym właśnie problem.
Mój wspaniały mąż chyba już w pierwszych dniach po hucznej nocy sylwestrowej, niby
millenijnej, zaopatrzył się we wszystkie dostępne mapy szlaków rowerowych w dolinie
Loary, nakupił stos przewodników, pogrążał się w nich nocami zamiast spać, wydobył
z internetu kilkanaście raportów zawziętych i indywidualistycznych rowerzystów,
wydrukował je, sprawdzał drogi każdego z nich na mapach, porównywał siłę wiatru (bo
lubimy wszystko, nawet moknąć, byle bez wiatru). I już w lutym zaczął ustalać
rozkład jazdy naszych letnich wakacji.....
J. Arlt, Pizza Polska, "Fraza" 4 (30) 2000. |