|
![]() |
|
|
||
![]() |
Krzysztof Niewrzęda (ur. w 1964 r. w Szczecinie) – poeta, prozaik i eseista. Mieszka w Berlinie. W latach osiemdziesiątych grał w kilku szczecińskich zespołach undergroundowych i studiował na Politechnice Szczecińskiej. W 1989 r. wyjechał do Niemiec.
Laureat konkursów poetyckich i prozatorskich, zdobywca Srebrnego Pegaza w Europejskim Konkursie na Polski Wiersz Emigracyjny „Pegaz-Europa’97” (Hamburg, 1997) oraz Nagrody Międzynarodowego Konkursu Literackiego im. Marka Hłaski (Wiedeń, 2003). Nominowany do Literackiej Nagrody Mediów Publicznych COGITO (2008) oraz Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS (2008), a także do Europejskiej Nagrody Literackiej (2009) |
W latach 1997-1999 był członkiem interdyscyplinarnej grupy artystycznej NAS-TU, którą tworzyli młodzi polscy artyści mieszkający w Bremie. W tym czasie współredagował również wychodzące w Niemczech polskie pismo literackie „B-1”. Jego wiersze, opowiadania i eseje publikowano w wielu polskich antologiach oraz pismach literackich i społeczno-kulturalnych m.in w: „Akcencie”, „Arkuszu”, „Dekadzie Literackiej”, „Kartkach”, „Kolanie”, „Odrze”, „Przeglądzie Politycznym” i „Twórczości”, a także zagranicą w języku chorwackim, francuskim, japońskim, niemieckim i ukraińskim m.in. w „Deutsch-Polnisches Magazin DIALOG”, „Festival Européen du premier Roman”, „Geschrieben in Deutschland“, „Orkestru iza leda”, „Potiag 76”, w tokijskim wydawnictwie Saibunsha i w „Der Tagesspiegel”. W roku 2000 był gościem Literarisches Colloquium Berlin. W 2002 roku reprezentował literaturę polską w ramach „Internationalen Literaturfestival Berlin”, a w roku 2004 był uczestnikiem „Europäisches Festival des Debütroman”. Jest stałym współpracownikiem dwumiesięcznika kulturalnego „Pogranicza”. Wydał cztery tomy wierszy: „w poprzek” (1998), „poplątanie” (1999), „popłoch” (2000), „popołudnie” (2005); zbiór esejów „Czas przeprowadzki” (2005) oraz dwie powieści: „Poszukiwanie całości” (1999) i „Wariant do sprawdzenia”.(2008). Ponadto jest współautorem tłumaczenia z języka niemieckiego książki Olafa Kühla „Gęba Erosa. Tajemnice stylu Witolda Gombrowicza” (2005) oraz autorem tekstu „Wojownicy Itaki”, z płyty „New Century” grupy SBB.
Proza:
Krzysztof Niewrzęda – „Poszukiwanie całości” (I. W. „Świadectwo” – Bydgoszcz 1999)
Krzysztof Niewrzęda – „Czas przeprowadzki” (Forma – Szczecin 2005)
Krzysztof Niewrzęda – „Wariant do sprawdzenia” (Forma – Szczecin 2007)
Poezja:
Krzysztof Niewrzęda – „w poprzek” (Książnica Pomorska – Szczecin 1998)
Krzysztof Niewrzęda – „poplątanie” (Książnica Pomorska – Szczecin 1999)
Krzysztof Niewrzęda – „popłoch” (Książnica Pomorska – Szczecin 2000)
Krzysztof Niewrzęda – „popołudnie” (Wyd 13 Muz – Szczecin 2005)
Oddawanie prawdy miasta
czyli
rejestrowanie przejawów społecznego życia
z perspektywy kogoś, kto wciąż znajduje się w ruchu
„Niewrzęda (...) zwraca uwagę na porzucone niedopałki, wyzbyte wzniosłości śmierci i życiorysy, a także tandetę, która je wypełnia. (...) Pisze on w sposób zwięzły i jędrny, a jednak pełen poezji – poezji szarości i rdzy, baraków i blokowisk, gdzie przecież także, a może przede wszystkim tętni życie. (...) Jego atutami są szczerość i „czystość” w oddawaniu prawdy miasta, ukazywaniu samotności i wykorzenienia.” (Katarzyna Szumlewicz – „Twórczość”) „Niewrzęda dostrzega rozkład więzi między ludźmi, ich pozorną szczęśliwość, konsumeryzm, rozszerzanie się cywilizacyjnego śmietnika.” (Zbigniew Chojnowski – „Studium”) „Niewrzęda jest wiarygodny. Potrafi niepokoić, zmusza do zastanowienia nad kulturową i cywilizacyjną kondycją współczesnego świata.” (Sława Ratajczak – „Kurier Hamburski”) „Niewrzęda jest przede wszystkim gorzki, a miejscami nawet melancholijny, zwłaszcza w czułych na swój sposób opisach życiowych rozbitków. (...) Tak jak twórcy brytyjskiego kina społecznego, Niewrzęda potrafi być konkretny. Nie chodzi o zaangażowanie polityczne, lecz o bystre oko, które dostrzega odbicia neonów w karoserii samochodu i specyfikę picia już nie do lustra, ale do video. Udaje mu się wyczuć pewne głębokie zależności, rozbłyskujące analogie, dziwne, a jednak zupełnie prawdziwe pokrewieństwa. (...) Zamiast moralizować autor ukazuje specyficzne piękno wszystkich „biednych” miejskich przedmiotów i miejsc. (Katarzyna Szumlewicz – „Twórczość”) „Warto także wskazać i na ten walor literatury Niewrzędy, dzięki któremu może on z dużą swobodą absorbować nowe doświadczenia stymulowane przez odmienne od polskich miejsca zamieszkania. (...) Niewrzęda nawiązuje do uniwersalnych mitów, jakie obowiązują pod każdą szerokością i długością na kuli ziemskiej.” (Sylwester Marynowicz – „Suplement”) „Niewrzęda odszedł od typowego dla twórczości emigracyjnej tonu rozliczeń światopoglądowych i politycznych, (...) jest otwarty na dwukulturowość. Poszukiwanie tożsamości ma cechy dramatu egzystencjalnego zdarzającego się w dekoracjach codzienności. Niewrzęda jest autorem wyczulonym na przestrzeń miejską.” („Literatura na Pomorzu Zachodnim” – Przewodnik Encyklopedyczny) „Postawił na rejestrowanie przejawów społecznego życia z perspektywy kogoś, kto wciąż znajduje się w ruchu, nie ma stałego miejsca zameldowania i zaszeregowania.” (Zbigniew Chojnowski – „Studium”) „Bohater Niewrzędy nie żyje tak, jak by chciał, ale tak jak zmuszają go do tego okoliczności, stale dokądś podąża, dokądś się spieszy.” (Janusz Drzewucki – „Twórczość”)
Krytycy o poezji Krzysztofa Niewrzędy
O jego twórczości poetyckiej można niezmiennie powiedzieć, że odnosi się do najlepszych wzorców i osobowości literackich w literaturze polskiej. Dość wymienić Herberta czy Różewicza. Niewrzęda jednakże walczy o własne, w pełni autonomiczne wierszowanie, czyli o to, co pozwoli wyodrębnić z magmy poetyckiej jego właśnie jako poetę, na którym mogliby wzorować się inni.
Sylwester Marynowicz – „Suplement”
Niewrzęda to poeta, który nie cierpi za miliony, traktuje jednakowo bezceremonialnie siebie i otaczającą rzeczywistość używając do tego równie bezceremonialnego języka.
Janusz Drzewucki – „Twórczość”
Niewrzęda to mocny facet, rzekłbym – o stalowych nerwach, piszący krótką oszczędną frazą walący prosto w oczy „krótkim wierszem o zabijaniu”, bez litości puentujący „wiersz o bogu”.
Jarek Wróblewski
– „Topos”
Krzysztof Niewrzęda ma wszelkie dane ku temu, aby współcześnie dorównać autorowi „Lutni po Bekwarku”. (...) Czas, erodujący czas zdaje się być największym utrapieniem młodego człowieka i kryptoopowieścią o nim są de facto fascynujące zbiory wierszy Krzysztofa Niewrzędy. Fascynujące i formalnie bardzo dobre. Werslibry trochę nowofalowe, trochę piwniczno – barbarzyńskie, nieco też lechoniowskie, a więc bardzo własne, gdyż tak na dobrą sprawę literatura nigdy nie odrywa się od swej tradycji.
Stefan Pastuszewski – „Akant”
Chciałabym zwrócić uwagę na oszczędność leksykalną i synktatyczną w jego poezji. Nie stwarza on dysproporcji pomiędzy tym, czego doznaje i doświadcza, a tym co może zostać ostatecznie wyrażone słowem. (...) Jego obserwacja zwrotów frazeologicznych, a i norm fonetycznych doskonale oddaje bezsens i chaos naszej rzeczywistości, destrukcję pojęć, absurdy i paradoksy.
Sława Ratajczak
– „Kurier” (Hamburg)
Niewrzęda posługuje się poetyką opartą na ironii i graniczącą z satyrą, często posiłkuje się wulgaryzmem, brzydotą. Doceniam lingwistyczny nerw poety, zamiłowanie do tworzenia językowych niespodzianek.
Zbigniew Chojnowski – „Studium”
...jest okazja, by zamanifestować solidarność z Jackiem Podsiadło, na którego posypały się gromy ciskane przez orędowników hermetyzmu w poezji. A zatem mnie również podobają się wiersze, które rozumiem. Z pomieszczonych w „Popłochu” rozumiem wszystkie. Nawet ten najbardziej tajemniczy liryk, zatytułowany „Nowy bohater romantyczny”, w którym Krzysztof Niewrzęda formułuje śmiałą tezę, jakoby inspiracją dla zbrodniczych uczynków złej sławy wampira z Rostowa nad Donem stały się szlachetne strofy Eugeniusza Oniegina (...) Zaiste, jest to teza rewolucyjna, a przy okazji rodzaj zawoalowanej kpiny z Umberta Eco, który w wykładzie Interpretacja i historia stwierdził, że „gdyby Kuba Rozpruwacz powiedział nam, że robił, to co robił, na podstawie swej interpretacji ewangelii według świętego Łukasza, uznalibyśmy, iż Kuba Rozpruwacz odczytał świętego Łukasza dość niedorzecznie.
Dariusz Nowacki – „FA-art”
Jest to jedyna chyba adekwatna poezja w świecie, gdzie złote rybki, jak w wierszu „matce”, nie spełniają życzeń.
Katarzyna Szumlewicz – „Twórczość”
Wiersze Krzysztofa Niewrzędy przywołują na myśl niezwykle szydercze, niezapomniane dzieła Witolda Wojtkiewicza, secesyjnego symbolisty. Nie twierdzę, iż poeta w jakikolwiek sposób „terminował” u genialnego artysty albo w jego twórczości szukał inspiracji. Zwracam tylko uwagę, że analogicznie „epatuje” czarnym humorem, operuje myślowym skrótem, emocjonalnym kontrastem, rekwizytami o symbolicznym wymiarze. (...) Na osobną pochwałę zasługuje wyjątkowe umiarkowanie w doborze leksyki, bynajmniej nie kolidujące z chęcią podkręcenia ekspresji.
Autor „popołudnia” zdecydowanie wypowiada się przeciwko cywilizacyjnym wynalazkom, które zmieniają rzeczywistość piękną, błyszczącą, magiczną, czasami nawet tę szarą i pozbawioną poetyckości w cybernetyczno-reklamowy świat, gdzie komunikacja między ludźmi nie opiera się już na naturalnym porozumieniu. Zmienia się bowiem język, przekształca słowa w reklamowy żargon, zasłaniając tym samym prawdziwą twarz człowieka ironią i pustosłowiem. Czy właśnie tak wygląda świat w oczach Krzysztofa Niewrzędy? Czy jest to naprawdę wizja, w którą wierzy poeta? Czy jest to raczej manifest wyrażający zawód zdystansowanego obserwatora wobec współczesnego świata? (...) Autor „popołudnia” przynależy do grona twórców poezji zadumy, ciężkiej od szarych obrazów, a jednocześnie daje wrażenie jasności, otwiera oczy na zapomniane czy ukryte dotąd uczucia, na niewypowiedziane, a potrzebne i gotowe wypłynąć z nas słowa. Dlatego utwory zawarte w zbiorze „popołudnie” nie niosą gorzkiego rozczarowania. Wręcz przeciwnie, pomagają ustalić tożsamość codzienności, a tym samym naszego istnienia.
Karolina Sałdecka – „Verte”
Tomik „popołudnie” w pierwszym czytaniu prezentuje się jako oszczędny, cichy, przytłumiony. (...) Koncepty językowe ustępują wyważonym zdaniom, rzadko sentencjonalnym, bazującym na uspokojeniu także lingwistycznym. Słowo odpowiada tu emocjonalnemu wyciszeniu i uważnej obserwacji. (...) Można powiedzieć, że podmiot tych wierszy jest emocjonalnie powściągliwy, niemal lękliwy, ale może to też znak dojrzałości, fazy życia, w której nie wiemy tak na pewno, jak w młodości, co myśleć o życiu, śmierci, miłości i jak to wykrzyczeć innym? Niewrzęda mówi o tym szeptem, więc ktoś, kto chce czytać, musi się skupić, musi się otworzyć, musi się sam do sedna w pewnym sensie przebić. (...) Autora cenię za głębokie przekonanie, że poezja nie jest tylko sprawą osobistą, tym mniej sprawą formalną. Niewrzędzie o coś chodzi, coś go gniewa, coś zastanawia. Być może oszczędna forma wiersza zwiedzie czytelników, pod nią tkwi nieoszczędne wadzenie się i z własną biografią, i ze światem.
Inga Iwasiów – „Pogranicza”
Krytycy o „Poszukiwaniu całości”
Tytuł trafnie wyraża intencję twórcy, jaką była próba ujęcia całości emigracyjnego doświadczenia, od podróży i obozu dla przesiedleńców po smutny finał. Niewrzęda w wyrazisty, chwilami przejmujący sposób, opisuje samotność, wyobcowanie, niemożność znalezienia sobie miejsca (...) Skomponowana niczym collage powieść składa się z rozdziałów-opowiadań stanowiących osobne narracyjne całości.
Piotr Piaszczyński – Magazyn Polsko-Niemiecki „Dialog”
Przede wszystkim uwagę przyciąga specyficzny język autora. Pisze on w sposób zwięzły i jędrny, a jednak pełen poezji – poezji szarości i rdzy, baraków i blokowisk, gdzie przecież także, a może przede wszystkim tętni życie. (...) Jego książka przynosi nadzieję, że w końcu przełamany zostanie schemat, w jaki zabrnęła polska literatura po roku dziewięćdziesiątym...
Katarzyna Szumlewicz – „Twórczość”
Żywo, zgrabnie, z talentem wnikliwej penetracji psychologicznej napisane, teksty (...) zaliczyłbym do zestawu najcelniej i najbarwniej przedstawionych opowieści z kronik najnowszej emigracji w prozie polskiej lat ostatnich.
Mieczysław Orski – „Odra”
Niewrzęda ujawnia spory talent prozatorski, co za tym idzie potrafi wciągnąć czytelnika nawet w najbłahsze problemy swoich bohaterów. (...) Temat jakim zajął się Niewrzęda w swoich opowieściach, gdzie główny bohater stara się w swoich poszukiwaniach odnaleźć i scalić siebie, dotyczy najnowszej emigracji polskiej, jej dramatu, konfliktów, chamstwa, nieporadności i odwagi. Wszystkie te przymioty – w czasie historycznym mogące urosnąć do miana polskiej egzotyki – są mniej ważne w zestawieniu z samym problemem tożsamości człowieka z tym co w nim silne i słabe, kiedy mu przyjdzie zaistnieć po „wyrwaniu korzeni”.
Sylwester Marynowicz „Suplement”
W prozie Niewrzędy dużo jest krwi i trupów, i błędem byłoby przykładać do nich realistyczne miary. Autor jest przede wszystkim poetą i zjawiska te traktować należy raczej symbolicznie, jako ofiary oczyszczenia.
Stefan Pastuszewski – „Akant”
„Człowiek musi być sam”... – tego nauczył mnie niegdyś Hłasko. W ślad za nim podążył Krzysztof Niewrzęda. Nie pozostawiając najmniejszej nadziei na zrozumienie przez drugiego, choćby najbliższego nam człowieka, uczy czytelnika samotności. Samotności w nabrzmiałe wspomnieniami wieczory, rozpaczy w alkoholowym upojeniu, wyobcowania w pędzącym ku mamonie tłumie.
Joanna Armatowska – „Pro Arte”
Keine Ortsnamen. Überhaupt keine Namen, es sei denn solche, die jeder kennt. Das Romanpersonal von Krzysztof Niewrzędas Die Suche nach dem Ganzen heißt ich, er, sie, die Frau, das Kind, der Nachbar, der Taxifahrer. Über seine Geschöpfe hat der Autor den Fluch der Unpersönlichkeit gelegt, um sie mit dem Siegel des Allgemeinmenschlichen auszustatten. Krzysztof Niewrzęda lebt seit 1989 in Deutschland. Die Erfahrung der Fremdheit habe er verwunden. Jetzt gehe es ihm um die Menschen, um Empfindungen und Schicksalschläge.
„Mit wenigen treffenden Worten bringt Niewrzęda Beobachtungen, Zustände, Gefühle auf den Punkt. (...) Aus seinem Erstlingsroman Die suche nach dem Ganzen gab er das Kapitel Whisky on the rocks zum besten. Wie der Autor eine Whiskypause im Sessel vor dem Fernseher zur weit ausholenden Reflexion über Emigration, sozialen Aufstieg und der Suche nach einem Platz in der fremden Gesellschaft gestaltete und dabei die Grenzen von Realität und Fantasie verwischte, war spanend zu verfolgen.“
Krytycy o „Czasie przeprowadzki”
Krzysztof Niewrzęda oddycha i rozkoszuje się miejską przestrzenią i jej urządzeniami. Pod jego piórem najzupełniej swojska to przestrzeń. (...) Po pierwsze, według autora Czasu przeprowadzki Berlin to obszar anarchii i ciągłego manifestowania najróżniejszych swobód. Po drugie, to przestrzeń odrobinę zaniedbana, „niedorobiona”, tu i ówdzie nawet nieco „zdziczała”, co wielce sobie Niewrzęda ceni. Po trzecie, to miasto bez centrum, a właściwie z wieloma różnymi centrami. A jak bez centrum, to i bez władzy. Wreszcie po czwarte i chyba najważniejsze, Berlin, jaki wyłania się z książki Krzysztofa Niewrzędy, to miasto kultury, gdzie codziennie mnóstwo się dzieje; setki zdarzeń artystycznych i atrakcji duchowo-intelektualnych, przy czym większość z nich – przekonuje nasz berlińczyk – ma charakter alternatywny, kontrkulturowy, undergroundowy etc.
Dariusz Nowacki – „Fa-Art.”
Czytając opowieści „o przeprowadzce” Niewrzędy miałem wrażenie, że patronują jej – przynajmniej na poziomie formalno-stylistycznym – dwie wielkie postacie naszej rodzimej literatury. Po pierwsze, mistrz ironii i krzywych spojrzeń – Gombrowicz oraz Kapuściński ze swym reportersko-literackim stylem pisania. Chociaż na określenie stylu Niewrzędy, to i tak za mało.
Dawid Skrabek – „Arte”
Niezwykle interesujący jest sposób Niewrzędy na tworzenie opowieści. Podczas pisania o swojej historii uruchamia setki innych mikrohistorii, a ta asocjacyjność sprawia wrażenie gawędy, która “układa się sama”. Ożywają też polskie wątki historii Berlina. Jak się okazuje, jest ich sporo. Ta książka jest spojrzeniem współczesnego człowieka na historię i na współczesność właśnie. (...) Książkę Niewrzędy bez wątpienia można określić jako prozę miasta: inspirowaną jego poznawaniem (po tytułowej przeprowadzce), życiem w nim i refleksją nad jego specyfiką. Z pomocą Czasu przeprowadzki można dokładnie rozrysować topografię Berlina, według Niewrzędy oczywiście. A znajduje się tam mnóstwo miejsc nieznanych dla kilkudniowych przybyszów, nieumieszczanych w przewodnikach turystycznych, znajdujących się najczęściej we wschodniej części miasta. To miejsca, w których autor żył, bywał, które go zafascynowały, jak Prenzlauer Berg, czy Pankow – dzielnica, w której mieszka i którą z zamiłowaniem portretuje (...) Otwierając jego książkę w dowolnym miejscu, można w różnych konfiguracjach wracać jeszcze raz i jeszcze, i jeszcze… Chce się jeszcze raz posmakować języka opowiadacza w czasach, gdy udane opowiadanie historii jest umiejętnością cenną, jeszcze raz spróbować odpowiedzieć sobie na stawiane przez Niewrzędę pytania: co to jest współczesna germańskość, a przede wszystkim: jak się odnajdujemy we współczesnej cywilizacji, bez względu na to, w jakim społeczeństwie i w jakim kraju żyjemy?
Izabela Janicka – „Pro Arte”
Autor patrzy na dzisiejszy Berlin w dużej mierze poprzez pryzmat historii. Miejsca, którym się przygląda, łączy z konkretnymi wydarzeniami z przeszłości, które pozostawiły piętno na dzisiejszym wizerunku miasta. Pisarz wsiada do samochodu i zabiera nas na wycieczkę po nocnym Berlinie, a w tle słyszymy trąbkę Milesa Davisa. Odwiedzamy słynną ulicę Unter den Linden i dzielnicę Mitte, Plac Poczdamski, Alexanderplatz, zwiedzamy Kudamm i poznajemy historię przywódcy ruchu studenckiego końca lat 60. – Rudiego Dutschki. Ale „Czas przeprowadzki” to również spojrzenie na Berlin z perspektywy społecznej i kulturalnej. Niewrzęda zwraca uwagę na zjawiska niezwykle charakterystyczne dla tego miasta, które utrwaliły legendę Berlina jako bastionu kontrkultury. (...) Atmosfera miasta i jego „folklor” zdają się inspirować i frapować autora, natomiast obserwuje je z pewnego dystansu, z rezerwą i poddaje trzeźwej ocenie. (...) Czas przeprowadzki należy traktować jako pogłębiony, intelektualny przewodnik po Berlinie. (...) Z pewnością jest to jednak wnikliwe i ambitne studium, poruszające najbardziej charakterystyczne wątki dla tak „skomplikowanego” miasta, jakim jest Berlin.
Anna Budyńska – „TVP-Książka”
Czas przeprowadzki jest tomem niecodziennym i niezwykłym. (...) A to choćby z tego powodu, że autor dobrze odrobił swoje zadania domowe, jak to się u nas mawia. Nie tylko zadbał o czytelność i jasność myśli oraz o wysoki poziom artystyczny słowa pisanego, lecz sięgnął także do wielu rzetelnych źródeł, dokopał się do ekskluzywnych informacji z historii Europy środkowej oraz naszpikował tekst trafnie dobranymi cytatami. (...) Berliński pisarz po raz kolejny udowadnia, jak bardzo różni się od przeważającej większości autorów-rówieśników z Polski i Niemiec, którzy, zagrzebani we własne trzewia, nie mają współczesnemu światu nic do powiedzenia.
Dariusz Muszer – „Dialog”
Jak nigdy żadne miasto nie zrobiło na mnie większego wrażenia, tak Berlin Niewrzędy najzwyczajniej mnie zafascynował. To dzięki pryzmatowi, przez jaki sam autor na niego spogląda, pryzmatowi historii, własnej biografii, zjawisk społeczno kulturalnych, a przede wszystkim kontrkulturowych. Tworzy to obraz stolicy zupełny, choć poskładany z wybranych fragmentów czasu oraz przestrzeni. Berlin jawi się jako miasto wyjątkowe, z nad wyraz osobliwą aksjologią, choć wcale nie mityczne, ponieważ Niewrzęda obserwuje je z rezerwą, z bezpiecznego dystansu i poddaje trzeźwej ocenie.
Adrian Sroka – „Pogranicza”
Portretem Berlina, nawet literackim, Czas przeprowadzki nie jest. Jest natomiast mozaiką spostrzeżeń, wrażeń, myśli i obrazów, co wartości książki wcale nie umniejsza, a wprost przeciwnie – fascynację miastem uwiarygadnia. (...) Współczesny Berlin jest w niej miastem dobrym, spokojnym i atrakcyjnym, dumnym z bogactwa i różnorodności współczesnej kultury, jest miastem życzliwych ludzi. Dla szczecinian książka ma dodatkowy walor, a to ze względu na podobieństwa między Berlinem a Szczecinem, które Niewrzęda odkrywa i którymi się pasjonuje.
Bogdan Twardochleb – „Kurier Szczeciński”
Ryszard Kapuściński uważa, iż „Berlin jest jak soczewka: można przezeń zobaczyć wiele aktualnych problemów Niemiec, Europy i świata.” Krzysztof Niewrzęda, pisarz na stałe mieszkający w Niemczech wziął sobie do serca słowa mistrza i jest uważnym obserwatorem stolicy tego kraju. (...) Dopiero w Berlinie widać całą złożoność problemów; miasto to jest z ducha liberalne i upodobały je sobie różne lewicowe ruchy, które zawojowały dla siebie uliczną przestrzeń. Czy coś takiego jest możliwe w Polsce, gdzie przestrzeń miasta jest nasycona innymi sensami i nadal jest w niej obecne sacrum? Takich pytań przy lekturze Czasu przeprowadzki rodzi się więcej. Warto czytać Berlin. Warto wybrać się tam z Krzysztofem Niewrzędą.
A.N. – „Topos”
Powieść Krzysztofa Niewrzędy jest literackim portretem stolicy Niemiec, ale również powieścią autobiograficzną, utkaną ze wspomnień i minionych przeżyć jej autora. (...) Stosunki polsko-niemieckie to jeden z wielu problemów, jakie przewijają się w powieści Niewrzędy. Ale ani narrator powieści, ani jego wspomnienia i minione przeżycia, ani tym bardziej stosunki Polski z zachodnim sąsiadem nie są jednak bohaterem Czasu przeprowadzki. Bohaterem powieści Niewrzędy jest miasto, a miastem tym jest oczywiście Berlin. (...) W Czasie przeprowadzki Berlin opisany zostaje z niezwykłą wnikliwością. Krzysztof Niewrzęda cały rozdział poświęca światłu niemieckiej stolicy, przytaczając legendę o łzach Buddy, zapewniających miastu światłość wiekuistą. Berlin współczesny nakłada się na ten sprzed lat. Pisarz przytacza historię ulic i stojących przy nich budynków, a także manifestacji, jakie tymi ulicami przechodzą. O Love Parade – najsłynniejszej berlińskiej „manifie” – pisze tak, że chce się ją choćby z boku zobaczyć. Opis Berlina uzupełnia pisarz komentarzami na temat specyfiki niemieckiego społeczeństwa, przystrzyżonego i wyrównanego niczym parkowy żywopłot.
Anna Dobiegała – „Portret”
Berlin mieć musi jakąś magiczną siłę przyciągania, najczęściej ludzi wolnych zawodów, w tym głównie artystycznych. Czas przeprowadzki, na osobistym przykładzie pisarza, jest ambitną próbą wyjaśnienia tego fenomenu, zmierzenia się z berlińskim mitem. (...) Autor pisze o swym mieście z czułością, w bardzo osobistym tonie, z entuzjazmem – w pozytywnym sensie – neofity. Co bynajmniej nie dziwi, bo jest to żarliwe miłosne wyznanie. Czynione jednak w dość wyrafinowanej, gdyż na ogół eseistycznej formie.
Piotr Piaszczyński – „Dziennik Polski” (Londyn)
Berlin w opowieści Niewrzędy to miasto całkowicie odmienne od „prawdziwych” Niemiec i zamieszkałe przez innych całkiem Niemców, niż na przykład ci z Bremy. (...) Niewrzęda opowiada o mieście, które sam dopiero zaczyna poznawać. Ta perspektywa ciągłego zdziwienia i stawiania pytań jest bardzo dobra i służy także czytelnikowi, który zwiedza sobie miasto z tą książką w ręce.
Anna Dziewit – „Lampa”
Można potraktować Czas przeprowadzki tylko jako sumującą znane fakty gawędę z cyklu „Znacie, to posłuchajcie”, inkrustowaną wierszami i kilkoma wycieczkami w stronę fabuły, o autobiograficznym charakterze. Krótko mówiąc: ładnie zrobiony przewodnik. (...) Można sobie oczywiście zabrać „Czas przeprowadzki” na drogę ze Szczecina do Berlina. Po to, żeby zadumać się nad kilkoma głównie dotyczącymi Polski wspomnieniami, zakosztować opowiadanka „German Dream”.
Marta Mizuro – „Nowe Książki”
Krytycy o „Wariancie do sprawdzenia”
Powieść Niewrzędy (która równie dobrze może być określona jako zbiór powiązanych ze sobą opowiadań) to historia rozpisana na dziesięć rozdziałów, z których każdy opisuje kolejny etap z życia bohatera w inny sposób. Mamy więc ograniczoną do dialogów blokerską gawędę, strumień świadomości, naukową rozprawę architektoniczną, prozę poetycką itd. Wszystkie te formalne gry, pomagające spojrzeć na historię z różnych punktów widzenia, doskonale uwypuklają klasyczną fabułę. Niewrzęda opisuje bowiem dorastanie w nijakim blokowisku w okresie zmian społeczno-politycznych. Świetny rozdział "blokerski" jest analizą umysłowości młodych ludzi epoki grunge'u i może uchodzić za kanon pokoleniowego głosu w sprawie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Pozostałe rozdziały stanowią kolejne odsłony zmian w psychice młodego człowieka zmierzającego ku dorosłości - odkrywanie własnej seksualności, próba zwalczenia traum z dzieciństwa, uświadomienie sobie roli przypadku w życiu - a każdy z nich zaskakuje oryginalnością i pomysłowością.
Maciej Robert, Życie Warszawy
Nową powieść Krzysztofa Niewrzędy Wariant do sprawdzenia można czytać wielorako, widzieć w niej powieść psychologiczną (psychoanalityczną), powieść o powieści, nawet zbiór nowel, baśni i opowiadań oraz współczesną wersję eposu bohaterskiego. (...) Wielką wartością książki jest subtelność jej języka, dzięki czemu Niewrzęda stworzył delikatne, lecz jakże precyzyjne, niemal laboratoryjne analizy (studia) psychologiczne. (...) Sposób w jaki Niewrzęda skonstruował swą książkę, jej bogata wielorakość, jej rytm, jej język sprawiają, że jest odkrywcza i ważna.
Bogdan Twardochleb, Kurier Szczeciński
Cała książka przypomina klimatem pi Aronovskiego. Interesujące w niej jest to, że każdy rozdział napisany jest w inny sposób. Tytuł Wariant do sprawdzenia sygnalizuje rzecz ważną. Książka jest wyzwaniem skierowanym wobec czytelnika. Oto mamy składać tę książkę wedle własnych wzorów i własnych pomysłów w całość. W pewnej mierze jest to eksperyment literacki, a może nie tyle eksperyment, co popis kunsztu.
Andrzej Skrendo, TVP 1 "Regał"
Bardzo interesujący jest projekt konceptualny Niewrzędy. Oto każdy z rozdziałów tworzy osobną całość (elementem łączącym jest główny bohater), a rozdziały różnią się między sobą bardzo znacząco, ponieważ każdy poprowadzony jest w inny sposób. Najpierw mamy narrację opisową, potem mamy cały rozdział dialogów (tam prawie w ogóle nie występuje narrator, chowa się bowiem za postaci), potem mamy narrację trzecio-osobową, następnie pierwszo-osobową, mamy narrację drugo-ososobową, niektóre rozdziały są bardzo agresywne – napisane agresywną polszczyzną – inne są liryczne, delikatne, melancholijne. Niewrzęda próbuje zatem wielu stylów, wielu estetyk, wielu form narracyjnych i składa z tej różnorodności całość. Poszczególne opowiadania składają się bowiem na powieść. Jest to więc i zbiór opowiadań i powieść jednocześnie. Jest interesujący projekt narracyjny i pomysł pełen inwencji. Istotnie, Niewrzęda wykazuje się wieloma talentami. (...) Kiedy kończy się lekturę jego książki ma się ochotę zacząć ją czytać od nowa, żeby prześledzić raz jeszcze poszczególne wątki i scalić je, z większą już wiedzą.
Andrzej Skrendo, PR Szczecin „Trochę kultury”
Wariant do sprawdzenia, model do składania – idea elastycznej czy „szkieletowej” konstrukcji fabuły, mającej znaleźć dopełnienie i rozstrzygnięcie we wnikliwej i empatycznej lekturze z naszej strony, stanowi zasadnicze i formalne założenie drugiej powieści w dorobku szczecińsko-berlińskiego pisarza, którego pierwsza powieść już swym tytułem: Poszukiwanie całości, oznajmiała, że autor próbuje opanować dręczące go poczucie rozchwiania bytu, niekompatybilności przeżyć i doświadczanej w dwóch kręgach swojego życia nietożsamości. Wariant... poszerza i pogłębia tę patronującą narratorowi i (w jego zapleczu) autorowi świadomość nieciągłości, niekoherencji życia, tej ogarniającej nas wszystkich „płynnej ponowoczesności” ze słownika terminów Zygmunta Baumana, przenosząc ten ruchomy rozgardiasz bytu właśnie na narracyjno-kompozycyjną strukturę czy może raczej „partyturę” utworu. (...) Powieść Niewrzędy, co należy także podkreśłić, w odróżnieniu od większości reklamowanych szeroko najnowszych „odkryć” prozy, bierze się piórem nie tyle za wypaczenia, zwyrodnienia i ograniczenia importowanego z Zachodu ustroju i stylu bycia, ile – o co przede wszystkim idzie przecież w literaturze – poszukuje adekwatnych i odpowiadających współczesnym kryteriom estetycznym i wyspecjalizowanym arkanom sztuki literackiej sposobów opowiedzenia o tym niedoskonałym świecie, jego nabrzmiałych konfliktach, anarchiach, aporiach etc. (...) Oryginalna, choć ryzykowna, ale zatrudniająca umysł i wyobraźnię w sposób odbiegający od czytelniczej sztampy powieść.
Mieczysław Orski, Odra
Całość Wariantu do sprawdzenia ze wszystkimi trangresjami w realną niemożliwość nie dałaby się zmieścić w żadnym z najważniejszych dziś utworze typu autobiograficznego, ani w Pięknych dwudziestoletnich ani w Z głowy Janusza Głowackiego. (...) Każdy z dziesięciu rozdziałów ma własny tytuł, o każdym z nich dałoby się niejedno powiedzieć (...) tytuł „Miejsce” w narracji Niewrzędy nie ma szczególności konkretnej, oznacza coś, czego konkretność i szczególność dotyczy konkretności i szczególności w perspektywie historii cywilizacji. W narracji Wariantu do sprawdzenia tytuł „Miejsce” znaczy tyle co wszędzie, w którymkolwiek dużym mieście. W drugim rozdziale utworu tytuł „Carpe diem” odnosi się do dzieciństwa i młodości, oznacza dzieciństwo tak dzisiejsze, że nie do pomyślenia kiedy indziej, bo opowieść Carpe diem jest opowiedziana w slangu o największej świeżości, z pewnością taki slang w dzieciństwie autora akurat w takiej postaci jeszcze nie mógł istnieć. Coś takiego pod tytułem „Carpe diem” oznacza absolutnie niebywałą wizję dzieciństwa i burzy wszelkie stereotypy z tego zakresu. (...) Wspomnę jeszcze o rozdziale piątym z tytułem „Przedmioty”, w którym najpospolitsze przedmioty, gdy uzyskują status pamiątek, stają się materialnym śladem życia własnego lub osób najbliższych, i o rozdziale Peep Show, w którym przez spojrzenie w lustro urządza się prawdziwe psychoanalityczne widowisko z własną najgłębszą osobowością w roli głównej. Psychoanalityczność w wersjach najmniej konwencjonalnych dominuje w czterech rozdziałach końcowych, nadaje się w nich psychoanalizie zmysłową sprawdzalność, wkraczając w sferę empirycznej ryzykowności jak w rozdziale Peep Show.
Henryk Bereza, Wypiski
W Wariancie do sprawdzenia Krzysztof Niewrzęda tworzy wielowarstwową powieść, której poszczególne rozdziały można odczytywać również jako autonomiczne opowiadania. Książka skonstruowana jest z pozornie wykluczających się gatunków – znajdujemy tu bowiem elementy powieści społecznej opowiadającej o twardym życiu na blokowisku, jak i psychologiczne rozważania o zmaganiu się z niepełnosprawnością czy metafizyczny poemat prozą o zstąpieniu do piekieł. (...) Sama powieść znajduje się na skrzyżowaniu różnych konwencji obrazowania – od naturalistycznego, wzorowanego na naukowym stylu Emila Zoli, traktatowego opisu blokowego podwórka, poprzez liczne wstawki w wątku miłosnym, aż do końcowego rozdziału nawiązującego do Dantego. Obok tych estetyk – dzięki fragmentom piosenek Nirvany, Nine Inch Nails czy Rammstein – na prawach cytatu przywołana zostaje kultura młodzieżowa.
Paulina Małochleb, Nowe książki
Pisanie Krzysztofa Niewrzędy przypomina mocno surrealistyczny film, ale zrobiony z rozmysłem, dokładnie scalony, o niepokojącym uroku. W posłowiu Artur Szlosarek słusznie lokalizuje jedno ze źródeł inspiracji autora w dokonaniach Davida Lyncha. Wzorem modernistów Lynch traktuje formę jako byt autonomiczny i rozwija fabułę tak, jak sama chciałaby się rozwinąć. Niewrzęda stosuje podobną technikę pisarską, kolejne rozdziały przeplatają się ze sobą w zaskakujący sposób, przenikają się w surrealistycznych wątkach fabularnych. (...) W wielu miejscach powieści autor skrupulatnie odtwarza wahania psychiki głównego bohatera, który majaczy, bredzi, wydaje się poruszać jak w lunatycznym śnie, przechodzi nadrealne metamorfozy, przemieszcza się w niemożliwy sposób. Razem z jego kondycją zmienia się narracja – możemy podziwiać cały kalejdoskop sposobów opowiadania. (...) Tę prozę należy czytać jak dzieła romantyków i przebijać się przez warstwę opowiadania, wchodząc na wyższy poziom znaczeń.
Sławomir Iwasiów, Pogranicza
Kluczową rolę odgrywa w Wariancie do sprawdzenia lustro. Od momentu, w którym człowiek zaczyna postrzegać siebie jako odrębną jednostkę, własne odbicie w lustrze odsyła go do świadomości – patrząc na tę odrobinę srebra na szkle, dostrzegamy siebie: oto stoję JA. Ale lustro w świecie baśniowym bywa także portalem do innego świata – do podświadomości. Patrząc w nie, zakładamy maski, aby ukryć przed innymi prawdziwą twarz. Z czasem zadajemy sobie także pytanie: kim naprawdę jestem? Ile jest mnie samego we mnie? Przywołajmy Alicję, bohaterkę książki Lewisa Carrolla, która nie tylko lubiła udawać dwie postaci na raz, ale także w świecie baśni, wędrując w ślad za białym królikiem, sama nie wiedziała, kim tak naprawdę jest. To samo dzieje się z bohaterem Wariantu do sprawdzenia. Malując się, nakłada maskę, zmienia się w sztuczną kobietę. A może jest naturalną kobietą w męskim, sztucznym przebraniu? W każdym razie to właśnie w lustrze spotyka się sztuczność z naturalnością – on i ona w nim/niej. Rozpoczyna się taniec i nikt nie jest w stanie oddzielić od siebie obu postaci. Zaczyna się teatr życia, spektakl miłości, który kończy się stłuczeniem lustra, rozbiciem iluzji. Okazuje się, że dopiero wtedy rodzi się świadomość fikcyjnej postaci – w momencie, w którym przestaje ona dostrzegać swoje odbicie. I w ten oto sposób bohater, korzystając z chwili nieobecności autora, zastanawia się, co począć ze swoim własnym losem, jaką przyszłość wybrać dla siebie. Nieciekawe okoliczności sprawiają, że zaczyna odczuwać strach, traci pewność siebie i siłę. Z powrotem oddaje się w ręce Stwórcy. Najważniejszym elementem staje się wówczas perspektywa spojrzenia czytelnika. Raz przyglądamy się bohaterowi z zewnątrz, z perspektywy ON, innym razem od wewnątrz, z perspektywy JA, słuchając jego głosu. Cała zabawa z narracją pierwszo- i trzecioosobową ma jednak wiele kręgów znaczeń, jak w Dantejskim piekle. (...) My wiemy, że to tylko zabawa autora, taka gra z nami, z czytelnikami – śmiejemy się, bo przecież żadna postać nie ma własnego życia, nie myśli, nie może działać, nie może tym bardziej decydować o swoim losie, to autor wkłada w jej fikcyjną głowę takie „myśli”. I wtedy właśnie możemy zadać sobie pytania – jak to jest z nami? Może i my jesteśmy bohaterami jakiejś powieści, może wydaje nam się tylko, że możemy sami decydować, sami działać, gdy tymczasem zależni jesteśmy od Autora, kimkolwiek/czymkolwiek on jest? I tak naprawdę to on kieruje naszym losem. Czy wtedy nadal będziemy słyszeć śmiech?
Małgorzata Kłoskowicz, art PAPIER
Świat dorastających mieszkańców blokowisk (w drugim pokoleniu) został uznany przez Niewrzędę za odpowiednie laboratorium, które pozwoli mu przeprowadzić eksperyment na brutalnej osobowości naszych czasów. (...) Opowieść o Sage’u, który skatowany przez Tysona, boga z blokowiska, staje się impotentem, jest dobrym punktem wyjścia do rozmowy z Lacanem pod pachą...
Anna Marchewka, Lampa