|
Kolenda Maria
Urodzona 26.05 1956 r. w Urciszkach k. Wilna (Litwa), tłumaczka, pisarka. Od 1957 r. - w Polsce, mieszkała w Jeleniej Górze. Studiowała polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Od 1981 r. – w Niemczech, mieszka w Berlinie. Praca w różnych zawodach: sprzedawczyni w japońskim sklepie, opiekunki socjalnej w osiedlu dla przesiedleńców. Od 1998 r. zatrudniona w niemieckim przedszkolu jako wychowawczyni. Członek Polsk-Niemieckiego Towarzystwa Literackiego „WIR”/ Verein zur Förderung der Deutsche-Polnische Literatur i redakcji literackiej „WIR” w Berlinie oraz Nowego Towarzystwa Literackiego (Neue Gesellschaft für Literatur) w Berlinie, w którym przez dwa lata była rzeczniczką grupy „Autorzy Międzynarodowi” ( Internationale Autoren) ( od 1994).
Twórczość: publikacje w czasopismach felietony, opowiadania i tłumaczenia; m.in. w: „Dekada Literacka” ; „Pogranicza”; „WIR” ; teksty w antologiach: Viellfalt der Stimmen, Berlin 1995; Trialog, Berlin 1996; Brüche und Übergange, Berlin 1997.
Informacje: M. Kolenda, Berlin, lipiec 1998 r.
Fragment prozy „Przyjaciele”, ”Pogranicza” 1998, nr 2
W każdy piątek graliśmy w karty. Piękny Erich , wieczny student, specjalista w dziedzinie oszustw ubezpieczeniowych, Monika – szefowa sekretariatu w znanej rozgłośni radiowej, postawna kobieta ze słabością do powiewnych kolorowych sukien, i ja cudzoziemka z niewiadomą przyszłością. Mieszkaliśmy przy głównej ulicy, w szarym, brzydkim bloku zbudowanym w pięćdziesiątych latach . Nasze trzy małe mieszkania leżały obok siebie na czwartym piętrze. [...]
- Kto ma ochotę na pizzę? - przerwała Monika. Erich spojrzał na zegarek i rzekł zaskakująco: Muszę jeszcze dzisiaj wyjść. Mam spotkanie.
Zdumienie odebrało nam mowę. Zerwana została nasza niepisana umowa: noc z piątku na sobotę należała tylko do nas. Erich zapytał jeszcze z zakłopotaniem, czy mogę mu pożyczyć torebkę wyjściową. Małą śliczną, ozdobną oryginalnym wzorem z perełek. Zgodziłam się milcząco, zarzucił ją na ramię i ze słowami: „Być może jeszcze wpadnę póżniej”, zniknął w ciemnościach nocy.
W mieszkaniu zrobiło się dziwnie pusto. Po dłuższej chwili Monika stwierdziła: „ Życie jest grą znaczonymi kartami”. Przytaknęłam głową bez zmrużenia oka. [...]Nad ranem , za oknem już szarzało, w korytarzu rozległ się rumor, potem dźwięk dzwonka [...] i do mieszkania wtoczył się Erich. Odbił się od ściany i z rozmachem usiadł na kanapie. Miał na sobie szykowne futro i eleganckie buty na gołych nogach...
|