|
Barbara Kowalski rozmawia z Nataszą Stelmaszyk, która w
czerwcu 2009 roku otrzymała nagrodę Konsulatu Generalnego w Kolonii za
najlepszą pracę doktorską w 2008 roku. Praca nosi tytuł "Polonica nova…
lub barbarzyńcy już tu są".
-16. czerwca 2009 otrzymała Pani nagrodę Konsulatu
Generalnego w Kolonii za najlepszą pracę doktorską w 2008 roku*. Jej tytuł
brzmi: „Polonica nova … lub barbarzyńcy już tu są. Polska literatura po
przełomie 1989/90 i jej sytuacja na niemieckim obszarze językowym po 1989
roku“. Czy polska literatura współczesna to dla Niemców rzeczywiście
barbarzyńska kraina? -Tytuł jest trochę przekorny. Wybrałam go po to, by zamiast
odstraszać potencjalnych czytelników zbyt naukowym, długim tytułem, przyciągnąć
ich uwagę i zachęcić do czytania. W konkluzji mojej pracy stwierdzam, że „barbarzyńców” wcale
nie ma. Istnieją natomiast tworzone przez polskich pisarzy i wydawane w
Niemczech „polonica”. Proszę sobie wyobrazić, że nie ma w Niemczech, czy też
dokładniej mówiąc na niemieckim obszarze językowym, prawie żadnego ważnego,
znanego w Polsce współczesnego autora powieści, którego książki nie byłyby
tłumaczone na język niemiecki. Oczywiście zawsze znajdą się tutaj wyjątki, ale
to są właśnie wyjątki a nie reguła. Większość z nich jest zresztą
reprezentowana w niemieckich wydawnictwach więcej niż jedną książką. Wielu
odwiedza Niemcy i Austrię w ramach spotkań autorskich, wielu ma swoich
niemieckich czytelników, może nawet fanów… Stasiuk i Tokarczuk to w
Niemczech już właściwie klasycy polskiej literatury współczesnej i
reprezentanci sporej grupy obecnych w tłumaczeniach na język niemiecki pisarzy.
Masłowska odniosła jakiś czas temu swoją „Wojną polsko-ruską” niebywały sukces,
którego owoce nadal „zbiera” (śmiech). Naprawdę nie każdemu autorowi, czy to
rodzimemu czy zagranicznemu, poświęca się całostronicowy felieton w jednym z
najbardziej opiniotwórczych i poczytnych tygodników niemieckich „Die Zeit”. Masłowskiej się to
udało zaraz po ukazaniu się tłumaczenia jej pierwszej książki. Mówię to, by
zwrócić uwagę na pewne fenomeny i na fakt, że tacy autorzy jak Masłowska
otwierają również drzwi na rynek niemiecki innym, kolejnym autorom. Lwią część pracy przy propagowaniu polskiej literatury w
Niemczech wykonują świetni tłumacze z j. polskiego na niemiecki, do których
mamy naprawdę szczęście. Jest ich sporo. Dochodzi też w tym fachu coraz więcej
młodych ludzi. Wykonują swe zadanie z pasją, bo „dorobić się” na tłumaczeniu
literatury polskiej raczej nie można. To samo dotyczy wydawnictw, które – tu
mały łyk goryczy – nie decydują się z tego względu na zbyt wysokie nakłady
polskiej literatury. Z drugiej jednak strony, proszę sobie wyobrazić, twórczość
polska wydawana jest w Niemczech także ze względów … prestiżowych – i to mówi
sam Olaf Kühl, jeden z najważniejszych obecnie
tłumaczy literatury polskiej na j. niemiecki i jej zagorzałych promotorów. -A druga strona medalu. Czy orientuje się Pani, jak wygląda
sytuacja niemieckiej literatury w Polsce? Czy Polacy chętnie sięgają po książki
współczesnych autorów z Niemiec? Czy współczesna literatura niemiecka jest w
Polsce znana? -No i tu mamy sytuację zaskakującą.
W Niemczech, co trzeba niestety skrytykować, od dłuższego czasu zagrożone są
zamknięciem lub już zostały zlikwidowane kierunki slawistyki, zwłaszcza
polonistyki na uniwersytetach. Nie jest to działanie złośliwe, a wynikające
między innymi z sytuacji finansowej poszczególnych uniwersytetów i fakultetów.
Natomiast w Polsce, gdzie germanistyka jest na wysokim poziomie i gdzie chyba
nie ma znaczącej uczelni bez tego kierunku, sytuacja jest zgoła odmienna. Gdyby
nie świetna inicjatywa serii Kroki, gdyby nie kilka ważnych publikacji w
wydawnictwie Czarne, czy W.A.B., gdyby nie paru zapaleńców wśród tłumaczy z j.
niemieckiego, pewnie w ogóle nie byłoby żadnej powieści czy zbioru opowiadań
niemieckiego autora współczesnego na półkach polskich księgarni. To dość
paradoksalna sytuacja. – Pomijam kwestię sporej ilości wydań książek
popularno-naukowych, naukowych, poradników, także książek dla dzieci i innych,
na które w Polsce podobno brakuje autorów. Mówimy tu o literaturze pięknej. –
Czasem słyszę od polskich wydawców lub innych osób, że autor o niemieckim
nazwisku „źle się sprzedaje”, albo, że nam się wydaje, że już wszystko o
naszych zachodnich sąsiadach wiemy … O zgrozo! Toż to Józefa Hena, czy Brunona Schulza, Pawła Huelle,
Piotra Sommera i wielu innych też byśmy nie mogli czytać, bo mają podejrzanie
brzmiące nazwiska! W naszym stosunku do Niemców niestety ciągle jeszcze zbyt
często kierujemy się stereotypami. Tymczasem trzeba zadać sobie trud poznania
tej drugiej strony w całej jej różnorodności i złożoności. Przecież opinie o
czymś można wyrobić sobie dopiero po zapoznaniu się z tym. A widząc nowoczesną
literaturę niemiecką, czy to jest beletrystyka z wyższej półki, czy też
literatura popularna, jak szalenie modne w ostatnich latach w Niemczech
kryminały, mogę powiedzieć, że nie znamy Niemiec czy Niemców w ogóle i że warto
ich „poczytać”, naprawdę nie ma się czego bać (śmiech). W końcu nasi dziadkowie
czytywali Manna, Werfla czy Hessego
i to wcale nie dlatego, że to byli klasycy, lecz autorzy z ich epoki. -Wróćmy nad Sprewę i Ren. Czy przekonywanie Niemców do
polskiej literatury współczesnej to trudne zadanie? -Problem polega na dobrym poinformowaniu niemieckich
czytelników o konkretnych publikacjach. Już po jednym seminarium ze studentami,
którzy wcześniej nie mieli styczności z literaturą polską, miałam odzewy, że po
tym ,jak przeczytali zadaną im przeze mnie lekturę, sięgną po kolejne książki
tego albo innego polskiego autora. Zainteresowanie polską literaturą zauważam
nie tylko wśród młodych ludzi, ale także wśród osób zupełnie nie związanych z
„fachem”, w różnym wieku. Tym bardziej warto ją promować. Wydawnictwom często
brak czasu, pieniędzy lub zwyczajnie „ludzi” do informowania potencjalnych
czytelników literatury polskiej o jej istnieniu na niemieckim rynku książki. To
dość znana bolączka, z którą częściowo próbuję walczyć w ramach moich
możliwości. Istnieją też ciekawe przypadki świadczące o niestandardowych
nawet formach informowania czytelników o polskich książkach. Paweł Huelle doczekał się przy tłumaczeniu Mercedesa Benza
- strony internetowej poświęconej tylko temu tytułowi, która
funkcjonowała wiele miesięcy przed i po wydaniu tej książki. Inicjator,
wydawnictwo C. H. Beck, umieściło na niej fragment powieści, informacje o
autorze, a nawet mały quiz literacki. Wydawnictwo to stosuje podobne narzędzie
marketingowe dla bardzo niewielu książek. -A Pani praca i działalność - czy ktoś Panią inspirował? Ma
Pani swego mistrza? -(śmiech). No pewnie, że mam. I wcale nie jestem tutaj
odkrywcza: chyba dla większości osób zajmujących się literaturą polską w
Niemczech mistrzem jest Karl Dedecius. Ja mam Dedeciusa i … moją rodzoną
babcię. Może zacznę od Babci: Była to osoba, która sporo przeszła,
również podczas Drugiej Wojny Światowej. Babcia miała hobby, które chyba po
niej odziedziczyłam: czytanie książek. Miała też inną bardzo cenną dla mnie
cechę: nie oceniała nikogo z góry po jego wyglądzie albo … narodowości. Babcia
nigdy nie mówiła po wojnie „ten jest zły a przynajmniej podejrzany, bo jest
Niemcem”. Interesowało ją jedynie, czy ten czy ów człowiek jest dobry, czy zły.
Oceniała człowieka, nie jego pochodzenie. Takie nastawienie do ludzi mi wpoiła. Karl Dedecius z kolei, to ikona pokoleń, osoba stojąca na
piedestale literackiego przekraczania granic. Ale ja widzę w nim też po prostu
człowieka, Pana od ciekawych rozmów, z których zawsze wynika coś szczególnego.
Nie tylko świetnego tłumacza i promotora polskiej literatury, zwłaszcza poezji,
ale też osobę, która swoją postawą uczy patrzenia na innych bez uprzedzeń,
która narody ocenia poprzez tworzoną przez nich sztukę, a zwłaszcza słowo
pisane. Jest to osoba nie „wypaczona zbytnią naukowością”, z bardzo praktycznym
podejścia do literatury. Polecam autobiografię Dedeciusa, która niedawno
nareszcie ukazała się na polskim rynku. -Poza działaniami naukowymi i dydaktycznymi zawsze zajmowała
się Pani jakąś formą promocji polskiej literatury współczesnej. Były to między
innymi spotkania z polskimi pisarzami. W 2000 roku zorganizowała Pani na
uniwersytecie w Siegen wystawę: „Polonica. Polska literatura w Niemczech
1990-2000“. Co chciała Pani uzyskać poprzez ten projekt i jaka była reakcja
niemieckiej publiczności? -Czy ja wiem, czy zawsze i czy tak intensywnie, jakby z tego
pytania wynikało? (śmiech). Po prostu – w myśl słów pewnej znanej piosenki –
robię swoje, to znaczy staram się robić to, co jako tako potrafię i na tyle, na
ile jest to możliwe w takich czy innych warunkach, w tej czy innej fazie życia.
Udało mi się między innymi zorganizować kilka spotkań autorskich z polskimi lub
niemieckimi pisarzami. Najmilej wspominam spotkanie z Pawłem Huelle. Zauroczył całą publiczność. Przybył do nas w ramach
„Długiej Nocy Literatury Polskiej”. -A wystawa „Polonica”? -To już projekt całkowicie mój,
takie moje dziecko… lub jedno z moich dzieci (śmiech). Gdy pisałam pracę
magisterską o Karolu Dedeciusie szybko zrozumiałam, że oprócz ogromnej ilości
wydanych w Niemczech i dostępnych w regularnej sprzedaży książek jest jeszcze
masa innych, mało znanych. Zrodził się pomysł stworzenia wystawy prezentującej
przekłady literatury polskiej wydanej wyłącznie w ciągu jednego
dziesięciolecia, w latach 1990 – 2000. W ten sposób powstała w bibliotece
Uniwersytetu w Siegen duża wystawa, która jednak, mimo swych rozmiarów, nie
była w stanie objąć wszystkich publikacji. Pokazywałam ją później w małym, ale
w kontaktach z Polską bardzo prężnie działającym miasteczku Netphen
i na Wydziale Slawistyki Uniwersytetu w Giessen. Zwiedzający nie mogli się
nadziwić, ile książek polskich autorów dostępnych jest aktualnie na niemieckim
rynku. Muszę przyznać, że ta ilość również mnie zdziwiła. Wystawę
przygotowywałam samodzielnie przez rok. W tym celu zatrudnił mnie ówczesny
dziekan wydziału germanistyki, bo sam się do tej sprawy zapalił, choć to
przecież nie jego bezpośrednie pole pracy. Moim profesorom, osobom otwartym na
nowe tematy, nieznane im literatury, w tym polską oraz innym szalonym ludziom z
równie szalonymi pomysłami zawdzięczam bardzo wiele. Z wystawy „Polonica”
pozostała strona internetowa www.polonica.eu, na
której opublikowałam katalog wystawy. Do dziś otrzymuję zapytania o ten
projekt, najczęściej od przyszłych magistrów i doktorantów zainteresowanych
tematem. Sama w ten sposób rozwinęłam temat mojej pracy doktorskiej i tak się
to wszystko jedno po drugim toczy... Ma to w sobie coś z Hrabala (śmiech). -W drugiej połowie czerwca odbył się w Siegen Festiwal
Literatury, organizowany przez Panią i Pani studentów. Proszę o tym
opowiedzieć. -Czytelnik niemiecki najwięcej dowie się na stronach
projektu www.literaturfestival-siegen.de. To pierwsze
tak duże przedsięwzięcie kulturalne nie tylko moje, ale także studentów
wydziału Lingwistyki, Literaturoznawstwa i Mediów na naszym uniwersytecie.
Poprzedzała go wystawa literacka i cykl spotkań autorskich pod wspólnym tytułem
„Literacka Europa” (www.eurolit.uni-siegen.de).
Chodziło o to, by studenci, w ramach zajęć na uczelni, obok zdobywania
wiadomości naukowych i teoretycznych, sami wymyślali i realizowali imprezy
promujące literaturę. Zrobili to świetnie i z dużym zaangażowaniem. Był to
pierwszy festiwal literacki w naszym mieście. Zebrał bardzo dobre opinie. Teraz
pracuję nad rozwinięciem kolejnego festiwalu, tym razem dotyczącym aktualnej
literatury europejskiej, który także w dużej mierze będzie organizowany przez
studentów. Nie obędzie się na nim oczywiście bez bardzo silnego akcentu
polskiego. -Jednak najbliższą przygotowywaną przez Panią imprezą
literacką w Siegen będzie „Długa Noc Polskiej Literatury”? -14. listopada zagoszczą w Siegen, myślę że w jednej z
kawiarenek, Olga Tokarczuk i Mikołaj Łoziński w towarzystwie Albrechta Lemppa**, w ramach markowego cyklu „Długa Noc Literatury Polskiej”***.
Wydarzenie to odbywa się zawsze w j. niemieckim, czasem z tłumaczeniem. Myślę,
że będziemy mieć świetną literacką imprezę z publicznością ciekawą nowych
kulturalnych wrażeń i chęcią poznania sąsiada zza Odry. Przede mną jeszcze
sporo przygotowań przed tym spotkaniem, ale już się na nie cieszę i zapraszam
serdecznie. Rozmowę przeprowadziła Barbara Kowalski
|
||
STRONA GŁÓWNA O NAS AKTUALNOŚCI SALON BIBLIOTEKA ARCHIWUM KSIĄŻKI LUDZIE MEDIA INSTYTUCJE POLONIA NAGRODY KONTAKT